• Parę słów wstępu
  • Zarys wycieczki
  • Titanic Beach i okolice
  • Styczniowa aura
  • Lokalne atrakcje
  • Porady ogólne

  •    Księga Gości i komentarze

    Strona Główna

    (c) xaltuton 2013
    HURGHADA

    Porady ogólne





           Na koniec chciałbym napisać o paru kwestiach, których nie poruszałem wcześniej lub tylko je zasygnalizowałem. Inne informacje można znaleźć w poprzednich rozdziałach.

    • Zakupy, negocjacje i waluta.

           Jak wspomniałem wcześniej, hotele mają sklepiki na terenie własnej zabudowy (niedostępnej dla gości z zewnątrz) ale także inne, znajdujące się wzdłuż drogi i dostępne z ulicy. Idąc ulicą wzdłuż hoteli praktycznie co chwila jakieś mijamy... Ich asortyment to od mydła do powidła, jeśli lubicie zapuszczać się w gąszcz tysiąca i jeden produktów, powinniście być przeszczęśliwi. Pewną łyżką dziegciu w tym szczęściu mogą być tylko nagabywania i zaczepiania co chwila przez sprzedawców, którzy za wszelką cenę chcą coś nam sprzedać, przy tym nas nieźle naciągając. Dla przykładu - chustka tzw. "arafatka" w hotelu jest wyceniona przez sprzedawcę na 15$, po targach jest skłonny sprzedać ją za 10$, ale np. w Luksorze widzieliśmy takie same, już po obniżce ceny przez sprzedawcę, za 1$. Pewnie w hotelu za tyle nie kupimy, ale różnica jednak jest kolosalna i unaocznia, jak duże są rozpiętości cenowe oraz możliwości targowania. Przy tym jak jesteśmy jeszcze nieopaleni to z doświadczenia wiem, że częściej będą nas zaczepiać i pewnie dodatkowo zawyżać cenę, więc kupowanie pamiątek na samym początku pobytu raczej nie będzie najlepszym pomysłem :-) Słyszeliśmy też o licznych kradzieżach kieszonkowych, w których ostatnimi czasy zaczęły się specjalizować dzieci otaczający wianuszkiem potencjalną ofiarę... dość nieciekawie może się też skończyć danie komuś naszego aparatu fotograficznego w celu zrobienia nam zdjęcia, ponoć zdarzają się przypadki "niezrozumienia" i potraktowania naszego aparatu jako prezentu... jeśli bardzo lubimy nasz sprzęt, to wtedy musimy to udowodnić szybkim, i nierzadko wytrwałym biegiem...
           Jeśli chodzi o walutę to właściwie możemy płacić trzema: egipskimi funtami (LE), dolarami amerykańskimi oraz euro. Przeliczniki (w zaokrągleniu, w zależności od kursu) są następujące: 1zł=2LE, 1$=6LE, 1€=8LE, czyli jak widzimy cenę w funtach to dzielimy ją na dwa i z grubsza mamy w złotówkach. Myśmy najczęściej płacili w dolarach i nie było z tym żadnego problemu, radzę tylko zwrócić uwagę na resztę, bo czasami płacimy dolarami, a wydają nam w funtach/piastrach, więc albo prosicie o resztę w dolarach albo umiecie szybko przeliczać dolary na funty... W celu unikania takich sytuacji (czasami okazuje się, że sprzedawcy nagle nie mają czym wydać i próbują w ostatniej chwili zaokrąglić cenę albo zamiast funtów dają nam piastry...), proponuję wziąć ze sobą dużo drobnych banknotów, przydadzą się też na ewentualne bakszysze. Generalnie w zdecydowanej większości sklepów da się targowować, chociaż są też i takie, gdzie ceny są już ustalone i wystawione. We wspomnianym wcześniej SenzoMall jest duży sklep spożywczy, gdzie ceny są już na półkach z produktami i płacimy za nie jak w europejskich hipermarketach - przy kasie z taśmą. Jak już o tym sklepie - ceny w nim są podobne do polskich, chociaż niektóre produkty są zdecydowanie droższe, inne - tańsze. Jak wszędzie zresztą... Nie możemy tam też płacić obcą walutą. Jeśli chcemy wymienić na miejscu walutę to w Titanic Beach i Palace są bodajże łącznie 3 czy 4 automaty, gdzie możemy to zrobić. Nie radzę korzystać z automatu przy ulicy przy wjeździe do hotelu, gdyż ten automat pobiera prowizję (do testów wrzuciliśmy 1$ i zamiast 6LE dostaliśmy 5LE). Zamieniać możemy dolary na funty, euro na funty i odwrotnie.

    •Przemieszczanie się.

           Jeśli chcemy dojechać z hotelu np. do centrum Hurghady, to możemy to zrobić albo lokalnym busem za dosłownie parę LE (cenę ustalamy po wejściu do samochodu) albo droższą taksówką - tu także radzę zrobić to samo. Taksówki są pomarańczowo-granatowe i jak tylko staniemy na chodniku przed hotelem, to dosłownie co kilkanaście sekund bedą na nas trąbić albo zatrzymywać się i proponować przejazd. Odnosiłem wrażenie, że połowa samochodów na drodze pod hotelem to taxi... Cenę w targach można zbić bardzo mocno, nam się udało obniżyć ją nawet 5x. Proponuję jednak wcześniej dowiedzieć się dokąd i ile kosztuje taki przejazd, zaproponować swoją cenę i być nieugiętym do końca. Jeśli nie ten taksówkarz, to za parę sekund znajdzie się ktoś inny, kto nas zabierze. Płacimy łącznie (a nie za każdą osobę!) dopiero na miejscu. Jest to bardzo wygodny i szybki sposób przemieszczania się, a ceny (wytargowane!) za taksówkę w porównaniu do Polski są bardzo małe. Jeśli jednak komuś nie wyda się tanio, to zostaje wcześniej wspomniany bus. Nie mieliśmy przyjemności poruszania się nim, ale z opowieści rezydentki słyszałem, że cena jest niezależna od długości kursu takiego busa i wynosi zaledwie, o ile dobrze pamiętam, ok. 3 LE. Przy przechodzeniu przez ulicę radzę uważać, bo kierowcy nie przejmują się zbytnio pieszymi. W ogóle wszyscy jeżdżą specyficznie, "na klaksonie", nierzadko pod prąd, środkiem pasa czy na długich światłach - to wszystko chleb powszedni (prawo jazdy zdaje się tam ekspresowo - 100 metrów w przód, 100 w tył, skręt w lewo, skręt w prawo i już możemy się cieszyć dokumentem, chociaż z tego co słyszeliśmy, jeździ tam też dużo kierowców bez uprawnień...) Bardzo mało jest tam znaków drogowych, za to sporo "leżących policjantów" - nawet na dwupasmowej drodze ciagnącej się kilometrami wzdłuż hoteli co chwila zrobione są garby - są tam bardzo skuteczne.

    •Bezpieczeństwo.

           Ani przez moment nie czułem się zagrożony, nawet jeśli zaczepiają was sklepikarze w małej uliczce, to nie ma w tym żadnej agresywności. Być może pewien procent ryzyka niesie ze sobą np. udanie się zbyt skąpo ubranej kobiety wieczorem gdzieś w mniejsze uliczki w Daharze, ale takich rzeczy, biorąc pod uwagę ich obyczaje, po prostu nie należy robić. Kobiety w ogóle nie powinny, wychodząc na zewnątrz hotelu, zbytnio się afiszować roznegliżowaniem, nie powinny też reagować na zaczepki i unikać spojrzeń obcych. Wycieczki do np. Luksoru nie jeżdżą w żadnych konwojach ani nie są w jakikolwiek sposób ochraniane. Miejscowi w znacznej części żyją dzięki turystom, więc nie traktują ich jako intruzów, a jako źródło dochodu, więc raczej nie ma powodu się obawiać. Jeśli zaś chodzi o konflikty na wyższych szczeblach, to miejscowi twierdzą, że oni tu żyją od pokoleń w zgodzie, a winą i próbami zaognienia obarczają Kair... ile w tym prawdy nie wiem, ale faktem jest, że w Hurghadzie nie zauważyłem niczego co mogłoby spowodować jakieś obawy.

    •"Zemsta faraona".

           Wyjeżdżających do Egiptu zazwyczaj ostrzega się, czy czasami wręcz straszy, tzw. "zemstą faraona". Pod tym pojęciem kryje się szereg dolegliwości jelitowo-brzusznych z biegunką włącznie, a często także z bólami i podwyższoną temperaturą. Nie jest to jednak stricte zatrucie pokarmowe, a jedynie reakcja organizmu na odmienną florę bakteryjną. Wiele poradników zaleca picie Coca-Coli lub alkoholu - ma to niby zapobiec tego typu sensacjom. Wydaje mi się jednak, że wystarczy przestrzegać pewnych zasad, żeby nie sprowokować losu. Przede wszystkim nie należy pić odsalanej wody z kranu, niektórzy nie zalecają nawet płukania ust (np. po umyciu zębów) taką wodą czy mycia w niej owoców (możemy użyć bezpiecznej wody butelkowanej). Po drugie obowiązkowe mycie rąk przed jedzeniem oraz niebezkrytyczne próbowanie wszystkiego, co nam sie nawinie pod rękę - zwłaszcza na zewnątrz hoteli. Rezydentka zapewniała nas, że wszystko co serwuje hotel jest przygotowywane pod turystów i możemy śmiało jeść - nie wiem jak mocno jest przygotowywane, ale fakt, że przebywając w Titanic Beach zemsty nie doświadczyliśmy (nie doświadczyliśmy też jej jedząc na statkach oraz w Luksorze w restauracji). Na początku pobytu, zgodnie z paroma zaleceniami, nie obżeraliśmy się na potęgę, a menu rozszerzaliśmy stopniowo. Unikaliśmy też na początku jedzenia lodów, a lodu w napojach przez caly okres pobytu (ponoć może być zrobiony z kranówki). Na koniec pobytu jednak zaszaleliśmy i jedliśmy wszystko, na co mieliśmy ochotę i to ilościach dość pokaźnych. I co? I nic :-) Nie zmogły też nas np. wyciskane na świeżo soki (niektórzy też nie polecają ich picia na początku pobytu), świeże truskawki, na które akurat zaczynał się sezon ani sok z trzciny cukrowej wypity gdzieś w Daharze. Oczywiście dużo zależy od indywidualnej tolerancji i wrażliwości żołądka - moim zdaniem jednak przede wszystkim od naszego (nie)szczęścia. Jeśli będziemy mieli pecha i trafimy akurat na taki, powiedzmy, zanieczyszczony czy wręcz nadpsuty produkt, nie pomoże nam ani zapewnienie rezydenta ani cola. Dla tych jednak, którzy polegli, w aptekach dostępny jest lek pod nazwą Antinal. Nie jest drogi, w aptece wystarczy tylko wskazać na brzuch - farmaceuci powinni wiedzieć o co chodzi.


    Wróć