• Parę słów wstępu
  • Zarys wycieczki
  • Titanic Beach i okolice
  • Styczniowa aura
  • Lokalne atrakcje
  • Porady ogólne

  •    Księga Gości i komentarze

    Strona Główna

    (c) xaltuton 2013
    HURGHADA

    Titanic Beach i okolice




    Panorama recepcji hotelu Titanic Beach Spa & Aqua Park.

           Przed hotelem znowu delikatne zamieszanie, wystawiają nam bagaże ale nie pozwalają ich wziąć. Kierujemy się do recepcji, tam zostawiamy paszporty (sic!) i kierują nas na posiłek - późny obiad. Po powrocie odbieramy dokumenty, zostaje nam też przydzielony numer pokoju, który musimy podać jakiemuś człowiekowi przy recepcji - jak się później okazuje po to, aby tragarze wiedzieli, gdzie zawieść bagaże. W tym momencie jednak następuje pewien impas - w ręku mamy już klucz do pokoju, bagaże stoją w kącie i wygląda na to, że nikt nimi się chwilowo nie interesuje, a my kręcimy się po recepcji i nie wiemy, co mamy z sobą zrobić - szukać pokoju (czterocyfrowy numer sugeruje, że nie będzie to takie proste...) czy pilnować walizek? W końcu nieco poirytowani zwracamy się do obsługi, co mamy robić i dopiero wtedy zostaje przydzielony człowiek, kóry nas i paru innych gości zaprowadza do naszych pokoi. Po paru minutach dojeżdzają do pokoju nasze bagaże... w końcu.

    Widok z recepcji w kierunku całego kompleksu hotelowego.
           Nasz numer pokoju to 2357 (chociaż hotel ma "tylko" ponad 600 pokoi) i znajduje się przy samej plaży, więc do morza, zjeżdżalni i podgrzewanego basenu mamy tylko krok. Zła wiadomość jest taka, że do recepcji czy do stołówek to spory kawałek drogi. Ogólnie rzecz biorąc najdłuższy zmierzony odcinek korytarza to 490 moich dużych kroków - prawie półkilometrowy korytarz hotelowy dzielił nas od restauracji... plus zejście oraz przejście basenu. Tak długiego korytarza jeszcze nie widziałem, terakociarz musiał nieźle zarobić :-) Oczywiście do stołówek można też chodzić środkiem kompleksu - wtedy idzie się wzdłuż basenów chodnikiem, ale wówczas droga jest jeszcze dłuższa. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ Titanic Beach jest bardzo dużym hotelem i w przypadku np. starszych ludzi takie parokrotne pokonywanie dzień w dzień paru hotelowych kilometrów może być problemem. Jeśli więc chcecie mieszkać bliżej restauracji czy w ogóle miejsc, gdzie wieczorem koncentruje się życie hotelowe, bierzcie pokój o niższym numerze niż nasz.

    Zjeżdżalnie.
           Sam hotel jest wyposażony w długi ciąg basenów o głębokości około 140cm., właściwie ciągnie się on od samej recepcji aż po zjeżdżalnie. Na końcu znajduje się podgrzewany sezonowo basen o głębokości do 180cm. (podczas naszego pobytu woda była grzana). Wzdłuż tej basenowej alei rozstawione są leżaki i nawet w styczniu prawie wszystkie w ciągu dnia były pozajmowane. Pomiędzy basenami (mniej więcej w połowie) znajduje się drink bar oraz miejsce, gdzie możemy wymieniać specjalne karty na ręczniki. Tutaj parę słów wyjaśnienia. Otóż jeszcze podczas zameldowania się w hotelu musimy wpisać ilość ręczników, które potrzebujemy. Na początku może to być mylące, ale chodzi o dodatkowe ręczniki plażowe, a nie te w pokoju, które dostajemy standardowo. Tak więc jeśli np. jesteśmy we 2, dostaniemy dwie karty. Później, kiedy potrzebujemy ręcznika na plażę, udajemy się z taką kartą do punktu wymiany (jest ich parę na terenie hotelu) i tam wymieniamy ją na ręcznik plażowy. Oddając ręcznik z powrotem, odzyskujemy kartę. Karty są bezimienne i taką procedurę wymiany możemy robić nawet parę razy dziennie. Karty te oddaje się na koniec pobytu do recepcji, jeśli je zgubimy, czeka nas opłata karna w wysokości 10 euro za sztukę.

    "Sztuczna rzeka"
           Obok podgrzewanego basenu znajdują się zjeżdżalnie oraz coś, co ma chyba przypominać wzburzoną rzekę. Wygląda to tak, że wsiada się do pontonu i wiosłując stara się płynąć w korycie na kształt rzeki. Podłączona z boku głośna maszyna wywołuje dość duże fale... osobiście nie skorzystaliśmy z tej atrakcji, ale wyglądała dość ciekawie. Zjeżdżalni jest kilkanaście i w styczniu działały (słyszeliśmy przed wyjazdem różne opinie). Parę łagodnych oraz jedna szybka i dość stroma (w tle na zdjęciu obok), na której jeździ się na dmuchanych kołach; ta potrafi wzbudzić za pierwszym razem dreszczyk emocji przede wszystkim przez swój sposób wyprofilowania. Na górze zawsze ktoś stoi i pilnuje, żeby wszytko odbywało się bezpiecznie oraz pomaga usiąść w kole. Można zjeżdżać we 2 osoby.
           Hotel leży przy samej plaży (żwirowo-piaszczysta), która zaczyna się tuż za podgrzewanym basenem. Na plaży, podobnie jak przy basenach, rozstawione są darmowe leżaki oraz parasole, dodatkowo od wiatru od strony morza chronią gości specjalne parawany (bardzo się przydają, ale o tym napiszę w następnym rozdziale). Z plaży wybudowano długie i kręte (bo prawie na kilometr!) molo (patrz zdjęcie z poprzedniej strony). Po molo jeździ hotelowy samochód, który tych, którym kilometr wydaje się przerażającą odległością, może za darmo zawieść na sam jego koniec.

    Snurkowanie przy molo nad rafą koralową.
           Tutaj ważna uwaga, którą bardzo wyraźnie chciałbym zasygnalizować, żeby ktoś się nie rozczarował po przyjeździe. Morze przy samym hotelu jest bardzo płytkie, mówię tutaj o głębokości rzędu około 0.5m+, więc jeśli myślicie o pływaniu przy plaży, to ta wiadomość jest dla Was zła. Aby komfortowo popływać czy też posnurkować, należy sie udać na koniec molo. Sprawę głębokości dodatkowo pogarszają odpływy, wtedy morze potrafi sie cofnąć na tyle, że odslania miejscami nawet swoje dno. Na końcu molo również znajduje się parę leżaków (raczej niewiele) oraz istnieje wydzielone miejsce do pływania o głębokości paru(nastów) metrów. Znajduje się tam minimalistyczna rafa koralowa (bardzo, bardzo szczątkowa w porównaniu z rafami np. w Marsa Alam), ale pomimo to pływa tam mnóstwo kolorowych ryb i snurkowanie w tym miejscu sprawia frajdę. Polecam w tym miejscu kąpiel w masce i z rurką, jeśli nigdy wcześniej nie mieliście okazji obserwować na własne oczy podwodnego życia, możecie być wniebowzięci widokiem :-) Oczywiście nic nie zastąpi raf znajdujących sie daleko od brzegu i w głębi morza, ale żeby się do nich dostać, należy wykupić jedną z wycieczek. Na plaży i przy basenach będziemy również często namawiani na zakup hotelowego nurkowania w znajdującym się tutaj klubie czy też na parasailing, ale osobiście skorzystaliśmy z innych ofert, więc nic więcej nie jestem w stanie napisać - chciałbym tylko zasygnalizować taką możliwość na terenie hotelu.

    Baseny w Titanic Palace.
           Oprócz atrakcji związanych z wodą, hotel ma też te bardziej suche - należą do nich miejscowa dyskoteka otwierana w godzinach późno-wieczornych, ping-pong (darmowy, w zastaw zostawia się 10$, 2 stoły), bilard (parę stołów, płatne 75 funtów egipskich za 1.5h.), kręgle - ceny niestety nie pamiętam oraz wieszane akurat przy nas rzutki. Hotel zapewnia też animacje, zarówno dla tych najmłodszych jak i starszym, myśmy widzieli zorganizowane tańce dla dzieci oraz koncert jakiegoś lokalnego śpiewaka. Był też fakir oraz taniec brzucha :-). Wszystko to odbywa się nad restauracjami, przy lobby barze nazwanym Pirates Bar. Obok znajdują się też hotelowe sklepiki oraz przejście do Titanic Palace. Możemy też skorzystać z płatnego Spa, oraz, w ramach all inclusive, jednokrotnego masażu oraz damskiego fryzjera (panowie niestety są pokrzywdzeni). Trzeba tylko odpowiednio wcześniej się tam zapisać. W tym momencie warto też wspomnieć, że dużą pomocą dla nieznających języków może okazać się pomoc polskiej obsługi znajdującej się w recepcji hotelu - tuż przy przejściu w kierunku Pirates Bar stoi mały stolik z komputerem, a przy nim do późnych godzin wieczornych (a nie jak w przypadku rezydentów biur podróży tylko godzinę, dwie, a i to tylko w określone dni tygodnia) pracują Polacy, do których można się w każdej chwili zgłosić z problemami. Rozwiązują je szybko i skutecznie, o czym sami mieliśmy okazję się przekonać (tutaj pozdrowienia dla Pana Wojtka :-) )

    Część hotelowa Titanic Palace.
           Wspomniałem o Titanic Palace. Otóż Titanic Palace jest to ten sam kompleks hotelowy, chociaż z własną recepcją, basenami oraz pokojami. Dobrą informacją jest to, że pomiędzy tymi hotelami możemy bez problemu sie poruszać, korzystać z jego atrakcji oraz restauracji, a wszystko to dzięki specjalnie zrobionej do tego celu zabudowie. I odwrotnie - goście z Titanic Palace oczywiście mogą korzystać z terenu Titanic Beach. Generalnie Titanic Beach oraz Titanic Palace to ogromna zabudowa z mnóstwem basenów, miejsc, gdzie można zjeść oraz opalać. Jeśli więc ktoś szuka kameralnego klimatu, nie jest to dobre miejsce dla niego - zresztą chyba wszystkie hotele w Hurghadzie są duże, słyszeliśmy, że najmniejszy ma 160 pokoi, największy - ponad 5 tys., więc czy można mówić tutaj o jakimkolwiek kameralnym hotelu? :-)
           Wróćmy jednak do Pirates Bar i ogólnie do tematu wyżywienia w hotelu. Pirates Bar znajduje się na piętrze i serwuje w all inclusive lokalne napoje alkoholowe. Alkohole zagraniczne są dodatkowo płatne i to całkiem niemało, przykładowo drink Martini to koszt 35 funtów egipskich! Lokalne zaś alkohole, delikatnie rzecz ujmując, są mało smaczne lub wręcz niedobre. Jedynym alkoholem, który mogłem pić, było piwo Sakara - ale nie oszukujmy się, to też żadna rewelacja. Lokalne piwo to dowód na to, że Egipcjanie nie powinni brać się za warzenie browaru... Oprócz alkoholu można było sobie zrobić kawę z automatu Nescafe, herbatę z dużym wyborem smaków oraz do wyboru były miejscowe napoje (notabene które nam również nie smakowały). Z automatu była tam też Cola, Sprite, Fanta oraz soda. Obok leżały też jakieś drobne zakąski typu ciastka itp. Pirates Bar jest czynny całą dobę i to w nim i obok niego skupia się nocne życie hotelu.

    Hotelowy sprzedawca owoców przy Rose.
           W Titanic Beach są dwie główne restauracje, nazwane Rose i Jack. Znajdują się obok siebie niedaleko recepcji (Rose jest dokładnie pod Pirate Bar) i to w nich są serwowane główne posiłki, tzn. śniadania, obiad i kolacje. Po przeciwnej stronie, w Titanic Palace, są to odpowiednio Cleopatra i Antonio. To, gdzie będziemy się posiłkować, zależy wyłącznie od nas. Z naszych obserwacji wynika, że menu w tych 4 restauracjach jest bardzo zbliżone, chociaż występują pewne różnice w jadłospisie, jeśli więc tylko poczujecie pewne znużenie jedzeniem, możecie zrobić obchód... Dodatkowym urozmaiceniem (ale tylko wieczorem w porze kolacji) są serwowane na zewnątrz tych restauracji lokalne wyroby, np. grilowane na świeżym powietrzu żeberka, kraby, krewetki, miejscowa pizza czy nawet shusi.

    Restauracja Rose widziana z poziomu Pirates Bar.
    Może brzmi to wszystko dość zachęcajaco, ale niestety ogólnie jedzenie w Titanic jest monotonne. Pewne produkty są serwowane niezależnie od pory dnia, jest generalnie mały wybór (jak na hotel pięciogwiazdkowy) i duża powtarzalność dań. Czasami odnosiłem wrażenie, że kucharze umieją zrobić tylko parę rzeczy i klepią sztampę. Co do smaku tych dań nie będę się rozpisywał, bo jak wiadomo de gustibus non est disputandum, ale jeśli chodzi o mnie, to w przeważającej części jedzenie mi smakowało. Podczas posiłków można dokupić świeżo wyciskane soki (koszt 4$ za szklankę ok. 0.4 litra) i powiem, że naprawdę warto pomimo tej ceny, przynajmniej spróbować. Tak smacznych soków dawno nie piłem, a naszym ulubionym stał sią truskawkowo-mangowo-bananowy :-) Rewelacja. Jeśli jednak nie lubicie soków, zawsze można się posiłkować dostępnymi w all inclusive innymi napojami.
           Godziny otwarcia Rose to: śniadania 07:00-10:00, obiady 12.30-14.30 i kolacje 18:30-21:00. Jack to: śniadania 07:00-10:00, obiady 12:30-14:00 oraz kolacje 18:30-21:30. Jack ma też tzw. późną kolację od 22:00 do 00:00. Oprócz tych 2 restauracji jest jeszcze Restauracja Cal - również dostępna w all inclusive. Serwuje ona tzw. późne śniadania od 10:00 do 12:00 oraz kolacje 18:30-21:00. Niestety, ale np. wybór jedzenia na tzw. późne śniadanie jest bardzo ograniczony, niemniej śpiochom pozwala przynajmniej zapchać żołądek... Na plaży znajduje się też Sailor Bar, który serwuje przekąski w godzinach 12:30-16:00, a napoje 10:00-12:30. Niedaleko Jacka znajdziemy zaś China Town, w którym są przekąski i lody od 12:30 do 16:00.

    Restauracja meksykańska :-)
           Na terenie hotelowym Titanic znajdują się też płatne restauracje a la carte: meksykańska, włoska, chińska, indyjska, japońska, libańska oraz rybna. Myśmy mieli możliwość bezpłatnego (w ramach all inclusive) skorzystania z jednej raz w tygodniu i wybraliśmy meksykańską (trzeba tylko dzień wcześniej zapisać się i zarezerwować godzinę - dokonujemy tego obok recepcji w Titanic Palace). Jedzenie było smaczne i restaurację możemy śmiało polecać. Obsługa wszystkich restauracji all inclusive była bardzo miła i było widać, że się stara, co jednak przy tej ilości ludzi (głównie Rosjan!) czasami musiało prowadzić do pewnych niedociągnięć. Ale tutaj nie mam żadnych większych negatywnych spostrzeżeń i oceniam ją bardzo dobrze.
           Na koniec został nam opis samego pokoju, jaki dostaliśmy. Tutaj uczucia mam mieszane. Na plus na pewno jest jego wielkość - pokój jest duży, balkon, wielkie łóżko, stoliki nocne obok, na ścianie telewizor LCD (TV Polonia), duże lustro, biurko, w rogu dwuosobowa kanapa do siedzenia, klimatyzator. Łazienka także była duża i jasna - brak wanny, za to duży prysznic, a przy lusterku suszarka do włosów. W przedpokoju szafa i półki w zabudowie, lodówka (codziennie uzupełniana o litrową Coca-Colę, litrowy Sprite oraz dwie półlitrowe wody niegazowane - wszystkie napoje bezalkoholowe w all inclusive są bezpłatne). Powyżej lodówki darmowy sejf na samodzielnie ustalany czterocyfrowy kod. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Gorzej w szczegółach.

    Hotel nocą.
    Pomimo, że hotel ma pięć gwiazdek, widać wiele niedoróbek - rozumiem, że wręcz tragicznie zafugowana glazura w paru miejscach w łazience czy centymetrowe dziury w podwieszanym suficie przy takiej ilości zbudowanych pokojów mogą się gdzieś przytrafić i tego się nie czepiam, ale niezamykające się drzwi do kabiny prysznicowej uważam już za coś, co nie powinno mieć miejsca w tej klasie hotelu. Pomimo, że hotel ma dosłownie parę lat już widać rdzę na wielu łazienkowych urządzeniach, a dziury w kabinie po zdemontowanych elementach także nie dodają uroku. Ale ok, możę się czepiam, bo w większości to tylko uchybienia estetyczne nie mające wpływu na wartości użytkowe. Będąc uczciwym pokój oceniam na cztery, głównie za przestronność oraz nowe i nie poniszczone wyposażenie, zrealizowane zresztą z dobrym gustem. Gorzej z czystością podłogi tego pokoju. Po pierwszym przejściu w skarpetach po posadzce, przykleily się do niego jakieś tłuste paprochy, które można było wręcz zdzierać, ale jeszcze lepiej było po prostu te skarpety... wyrzucić. To zdarzyło się zaraz po tym, jak otrzymaliśmy świeży pokój. Nie wiem, ile czasu ta podłoga nie była zmywana, ale na pewno długo.
           Codziennie do pokoju przychodziła obsługa (zawsze ten sam chłopak) i uzupełniał brakujące napoje w lodówce oraz układał nasze rzeczy, sprzątał łazienkę oraz wymieniał ręczniki (jeśli leżały na podłodze). Za położonego dolara bakszyszu (napiwku) dodatkowo wyczarowywał łabędzie układając je zmyślnie z ręczników, a być może i lepiej nieco sprzątał nawet pokój... generalnie gdyby nie ta podłoga, nie miałbym dużych zastrzeżen. Z drugiej strony nie dziwię się pewnym niedociagnięciom i jestem wyrozumiały - jesteśmy przecież w Egipcie, a tu w hotelu pracują sami faceci... :-)
           Ogólnie hotel oceniamy pozytywnie. Pomimo paru niedociągnięć (tylko jaki hotel ich nie ma?) wydanie innego werdyktu byłoby krzywdzące i niesprawiedliwe. Nie jest to co prawda europejskie pięć gwiazdek, ale cztery można przyznać spokojnie.


    Jedna z uliczek starej części Hurghady - Daharu.

           Hurghadę w miejscu, gdzie znajduje się Titanic Beach, można opisać wg schematu: morze, potem hotel, przy hotelu ulica i zaraz pustynia :-) Tak to wygląda w skrócie, ale oczywiście są wyjątki w postaci od czasu do czasu ulokowanych po drugiej stronie ulicy opuszczonych budynków i małym sklepików. Generalnie jednak okolice kompleksu hoteli Titanic nie grzeszą przeładowaniem urbanistycznym...

    Dahar.
           Po wyjściu z hotelu, jeśli udamy się w prawo, będziemy szli wzdłuż hoteli i sklepów (dla potrzebujących - tuż przy Titanic Beach jest apteka), po pewnym czasie dojdziemy do centrum handlowego Cleopatra (ok. 15 minut drogi), a jeszcze ciut dalej, bardziej w głębi pustyni, znajduje się McDonald i wielki hipermarket SenzoMall. Właściwie jest to duży sklep spożywczy i małe sklepy wokół - taka galeria handlowa, zrobiona na bardzo europejski sposób. Można się tam wybrać spokojnie pieszo albo skorzystać z taksówki (od nas na początku chcieli za powrót do hotelu 5$, co w żaden sposób nam nie odpowiadało, ostatecznie po targach pojechaliśmy za 1$). Zanim jednak tam dojdziecie, po drodze będziecie mijać dziesiątki małych sklepów, w których można spokojnie zrobić pamiątkowe zakupy. Jedynym problemem może być nachalność sprzedawców, ale o tym oraz o targowaniu się napiszę w podsumowaniu na koniec.

    Wejście na targ owocowo-warzywny.
           Jak już napisałem, po drugiej stronie ulicy zaczyna się już właściwie pustynia, ale jeśli wyobrażacie sobie, że wieczorem wyjdziecie z hotelu i pójdziecie sobie na nią na spacer, to niestety nie będzie to takie proste. Oczywiście nikt Wam tego nie zabroni i możecie tak zrobić, ale w praktyce wygląda to tak, że chociaż po drugiej stronie asfaltu kończy się już zabudowa, to trzeba pamiętać, że jest to jednak teren ciągle miejski - a to oznacza, że aby dojść do miejsc, gdzie zaczyna się prawdziwa pustynia, trzeba przejść parę kilometrów przez jakieś wykopy, góry nawiezionego piachu, szczątki płotów czy też niedokończone budowle...

    I już w środku.
    Szczerze mówiąc skutecznie mnie to zniechęciło do samodzielnej wycieczki, chociaż przed wyjazdem planowałem, żeby zrobić wypad na pustynię. Samodzielne, nie zmotoryzowane wycieczki możemy odbywać co najwyżej wzdłuż drogi lub po plaży, a i to w niewielkim zakresie, ponieważ hotele odgradzają się od innych hoteli płotami aż do samej wody i jeśli macie nadzieję na kilometrowe spacery po mokrym piasku i przy zachodzie słońca, możecie być zawiedzeni... Tak to wygląda niestety w praktyce i nic na to nie poradzicie; także wejście na teren innego hotelu będzie trudne, gdyż odpowiedni ludzie pilnują, aby nie było dzikich gości.
           Oczywiście hotel to nie wszystko i warto też się wybrać do serca Hurghady, czyli do Sakalli i/lub Daharu. Sakalla jest nowocześniejsza i uważana za centrum miasta, jednak wg mnie to starszy Dahar jest ciekawszy. Bedąc w Daharze można zobaczyć bardziej rzeczywiste (a nie tylko nastawione na turystów) życie miasta, np. bazar owocowy-warzywny pozostawia niezapomniane wspomnienia :-) Także zwykły spacer po ulicach Daharu może być ciekawym i pełnym emocji przeżyciem... Godnym odwiedzenia i wejścia do środka (kobiety oczywiście muszą się dodatkowo ubrać) jest też największy meczet w Hurghadzie (znajduje się w Sakalli), który wybudowano dość niedawno, a który imponuje swoim wyglądem oraz wykonaniem. Nam tak bardzo się podobał, że daliśmy nawet datek na jego utrzymanie... Oczywiście Hurghada dysponuje też wieloma innymi atrakcjami, które warto zobaczyć (np.akwarium czy świątynię koptyjską), ale o tym akurat łatwo poczytacie w internecie i nie będę tutaj powielał tych informacji.

    Meczet. Sakalla.
           Ok, w kolejnej części mojej relacji skupię się na pogodzie, jaką mieliśmy oraz jak w praktyce wygląda plażowanie oraz kąpiel w styczniu w Hurghadzie, ponieważ szukając o tym informacji przed naszym wyjazdem, widziałem w internecie mnóstwo pytań i niepewności dotyczących tej kwestii. Teraz postaram się je rozwiać w nieco bardziej opisowy sposób niż klasyczne - "było super, opaliłem się i jestem zadowolony!" :-)

    Wróć Dalej