• Parę słów wstępu

Madera
 • Madera w zarysie
 • Zachód wyspy
 • Część centralna. Funchal
 • Na wschodzie

Porto Santo
 • Garść informacji o wyspie

• Galeria


• Księga Gości i komentarze
• Strona Główna

(c) xaltuton 2011
PORTO SANTO

Garść informacji o wyspie.




Porto Santo z Boeinga.

     Podczas jednej z naszych paru wizyt w Funchal, spacerując po mieście, natknęliśmy się na biuro przewoźnika na Porto Santo. Z ciekawości wstapiliśmy tam na chwilę... i dość niespodziewanie staliśmy się właścicielami biletów - 56,26 euro sztuka :-) Co prawda wcześniej rozważaliśmy podróż na tę wyspę, ale kiedy poznaliśmy ceny biletów, to... nasz zapał przygasł. Na miejscu jednak pomyśleliśmy - trochę drogo, ale do licha, przecież jesteśmy pierwszy i pewnie ostatni raz na Maderze, nigdy nam się zapewne też nie powtórzy okazja zobaczenia Porto Santo, więc pal licho cenę... Na decyzję niewątpliwie miał też wpływ fakt, że nie mieliśmy już samochodu...


"Fryderyk Chopin" podczas swojej podróży dookoła świata.

     Za 56 € mamy zapewnioną podróż promem na wyspę i z powrotem oraz transfer z i do hotelu. W cenie jest także dowóz i przywóz z portu w Porto Santo do miasta. Wyjazd mamy wykupiony na niedzielę. Przed hotelem musimy być o 6.48 z rana i o dziwo, bus jest mniej więcej o tej porze. Co za niespodziewana punktualność! Po drodze zabieramy parę osób z innych hoteli i pół godziny przed odpłynięciem jesteśmy już w porcie, gdzie o tej porze jest cicho i spokojnie.


Gospodarstwo agroturystyczne w Porto Santo :-)

     Prom jest dość duży, bo na pokład zabiera nawet samochody ciężarowe, niemniej daleko mu do wielopokładowego promu, którym płynąłem 3 lata wcześniej do Szwecji. Statek odpływa punktualnie o 8 rano. Podróż trwa około 2.5 godziny, dużą część czasu prom płynie wzdłuż brzegu Madery. Na pokładzie oczywiście jest bar, telewizja, działają komórki. Wyspy leżą dość blisko siebie, bo kiedy na horyzoncie znika Madera, pojawia się zarys Porto Santo. W porcie czeka już autobus, który dowozi nas do stolicy wyspy Vila Baleira. Ponowna zbiórka w miejscu, w którym wysiedliśmy, jest ustalona na 18 - mamy więc około 7 godzin na szaleństwa na wyspie.


Charakterystyczne szczyty wyspy.

     Porto Santo słynie głównie z długiej, bo na około 9 km. piaszczystej plaży. Jest świetną alternatywą dla skalistych wybrzeży Madery, nic więc dziwnego, że na plażowanie przybywa tutaj sporo ludzi - zarówno turystów, jak i tubylców. My mamy trochę pecha, bo chociaż jest bardzo ciepło, to słońce schowane jest za pokrywą chmur. Prowadzona jednak przeze mnie, właściwie od samego momentu wypłynięcia, meteorologiczna obserwacja nieba ujawniła, że powoli acz systematycznie się przejaśnia, a słońcu od czasu do czasu udaje się spojrzeć na wyspę. To dobrze rokuje, ale póki co, po krótkim spacerze po plaży, decydujemy się na wypożycznie skutera. Wyspa nie jest taka górzysta jak Madera, skuter powinien dać radę.


Kryzys dotarł również i tu... :-)

     W jedynej chyba w okolicy wypożyczalni (i jednocześnie sklepie motoryzacyjnym) próbujemy wypożyczyć jakiegoś jednoślada. Na dzień dobry pojawiają się jednak dwa problemy. Pierwszy - sprzedawca nie rozumie nic poza portugalskim, więc komunikacja jest utrudniona do tego stopnia, że w końcu musimy nawet sami wpisywać swoje dane do karty wypożyczalni. Drugi problem nazywa się 100 €, bo tyle trzeba wpłacić kaucji za skuter. Takiej kwoty ze sobą nie mieliśmy, ale kiedy nad sprzedawcą zawisła perspektywa utraty zarobku, wystarczyło mu zapewnienie, że skuter to moje drugię imię i całe życie nic innego nie robię, tylko jeżdżę skuterami. No, może nie do końca nam uwierzył, bo na wszelki wypadek dostaliśmy starszą maszynę z... ponad 230 tys. km. przebiegu. Ale Yamaha to Yamaha i kolejne dorzucone przez nas kilkadziesiąt kilometrów nie zrobiło na niej żadnego większego wrażenia. Wynajęcie skutera na cały dzień do koszt 25 €, nie ma nałożonego limitu kilometrów oraz dostaje się pełny zbiornik benzyny - paliwo jest wliczone w cenę.


Północno-wschodnia część wyspy.

     Wyspa ma parę punktów widokowych, na które skuter powoli, ale daje radę wjechać. Nam z postojami objechanie całej wyspy zajęło około 4.5 h. Warto poznać wyspę nie tylko od strony południowej, plażowej, ale również od północnej - skalistej i przypominającej miejscami wybrzeże Madery. Tam są najpiękniejsze widoki. Widzieliśmy też parę ciekawie zaczynających się szlaków, ale z powodu ograniczonego czasu, oczywiście nie mogliśmy ich zaliczyć. Wyspa wygląda na bardzo niegościnną, tak naprawdę życie na niej koncentruje się głównie wokół prospektowej plaży - północno-wschodnia część Porto Santo to skały, pustkowia, wyjałowiona ziemia, od czasu do czasu parę zabudowań, głównie sporo pozostałości po gospodarstwach, tak, jakby ludzie porzucili swoje domy dawno temu. Czasami odnosiłem wrażenie, że znajduję się gdzieś w Afryce (a może dzikiej Azji?). Ale pomimo swojej surowości, po drugiej stronie wyspy jest bardzo ładnie oraz... leniwie; momentami czułem, jakby czas płynął tam znacznie wolniej...


Rezydencja Krzysztofa Kolumba.

     W międzyczasie naszej objazdówki niebo, zgodnie z naszymi życzeniami, się wypogadza, więc wracając zajeżdżamy jeszcze tylko do miejsca, gdzie podobno mieszkał kiedyś Krzysztof Kolumb - Casa de Colombo. Niestety budynek możemy tylko pooglądać z zewnątrz, ponieważ jest już zamknięty (godziny otwarcia: wtorek-sobota od 10 do 12.30 oraz od 14 do 19, w niedzielę od 10 do 13, poniedziałki i święta zamknięty). Wkrótce oddajemy skuter i pędzimy na plażę.

     Złocista plaża miło kontrastuje z szarością wyspy i suchymi trawami, które widzieliśmy w innych częściach Porto Santo. Dno oceanu obniża się bardzo powoli, więc nawet osoby nie umiejące pływać mogą bez obaw się kąpać. Ludzi jest niewiele, a długa plaża daje możliwość dużego odosobnienia. Niedaleko nas znajduje się też molo, obok którego zacumował polski akcent - rodzimy żaglowiec "Fryderyk Chopin", który kontynuując, po katastrofie w 2010, swój rejs dookoła świata, zawinął do Porto Santo. I to akurat wtedy, kiedy i my tam byliśmy! :-)


9-kilometrowa plaża w Porto Santo.

     Pomimo późnego popołudnia, październikowe słońce nieźle przypieka, więc może i dobrze, że wyszło tak późno. Po 2 godzinach wylegiwania się na piasku oraz kąpieli w bardzo ciepłym oceanie, zabraliśmy nasze rzeczy i udaliśmy się na zbiórkę.

     Prom w drodze powrotnej zabrał zdecydowanie więcej ludzi, wyglądało na to, że Maderczycy po prostu wracają z weekendu do domu. Na pokład wjeżdża mnóstwo samochodów, a miejsca przed telewizorami próżno szukać. W połowie drogi widzimy wolnożyjące delfiny, które skacząc nad powierzchnią wody towarzyszą przez jakiś czas promowi, niestety jest już zbyt ciemno, żeby zrobić poprawne zdjęcia, więc rewelacyjny widok zostaje tylko w pamięci. Powoli zapadają ciemności, z daleka widać błyski latarni na São Lourenço, a Madera zaczyna zapalać się na brzegu tysiącami światełek. Płyniemy wzdłuż jej brzegu i próbujemy rozpoznawać poszczególne jej wioski... W porcie panuje ogromny ruch, więc warto zapamiętać wcześniej wygląd naszego transportu, żeby potem nie błądzić. Nasz bus stał przy tylnej części promu niedaleko miejsca, gdzie z pokładu zjeżdżają samochody.


Goodbye Porto Santo.

     W hotelu byliśmy tuż po 22, więc na kolację nie udało się nam zdążyć - warto jednak w recepcji dzień przed wyjazdem powiedzieć, że nie będzie Was cały dzień, to dostarczą Wam do pokoju na wyjazd wyprawkę (banany, soczki oraz kanapki).

     Czy Porto Santo jest warte zapłacenia ponad 50€? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale jeśli jest pogoda, a Wy zatęsknicie za okładkową i z prawdziwego zdarzenia plażą - nie powinniście żałować decyzji. Reszta wyspy, chociaż ciekawa i posiada swój własny klimat, nie oferuje turyście niczego ponad to, co ma Madera.

Wróć