• Parę słów wstępu

Alpy
 • Dojazd i uwagi
 • Chamonix i okolice

Verdon
 • Kanion i atrakcje

Morze Śródziemne
 • Kempingi

Pireneje
 • Andora
 • Gavarnie
 • Lourdes

 • Parę uwag praktycznych

 • Galeria


• Księga Gości i komentarze
• Strona Główna

(c) xaltuton 2010
ALPY

Chamonix i okolice




Chamonix.
      Chamonix we Francji, chyba najbardziej znana miejscowość w Alpach, mekka turystów, wspinaczy wysokogórskich oraz maści wszelakiej snowbordzistów i narciarzy. Chamonix stanowi też cel podróży dla osób miłujących wycieczki trekkingowe, a alpejskie trasy piesze tego terenu, znane jako balcon, urzekają swym niepowtarzalnym klimatem. Królujący nad miejscowością najwyższy szczyt Europy Mont Blanc (wg niektórych najwyższym szczytem Europy nie jest jednak Mont Blanc ale Elbrus w Kaukazie, niejasności wynikają z tego, czy uznajemy Kaukaz za góry europejskie...), wg różnych źródeł wysoki od 4807 do 4810 m.n.p.m. (różnica wysokości bierze się z powodu zmiany grubości czapy lodowej), dodaje pikanterii miasteczku. Sama miejscowość jest mała i zakorkowana w szczycie sezonu. W samym centrum jest niezwykle urokliwy deptak ze sklepikami, knajpkami i barami, w których piwo kosztuje średnio 6-7 euro. Idąc od naszego kampingu, na samym końcu tej ulicy, trochę na lewo jest market SuperU, dużo większy niż sklep Petit Casino mieszczący się przy samym deptaku. W bliskiej okolicy od marketu jest też ogromne biuro informacji turystycznej

Kemping Les Arolles. W tle Mont Blanc.

      Pierwsze, co warto zrobić na miejscu, to znaleźć pole biwakowe. W okolicy jest parę takich pól z cenami bardzo zbliżonymi do siebie (różnice są rzędu euro, dwóch), my wybieramy jedno z nich - Les Arolles, blisko centrum miasteczka. Za każdy samochód, namiot i 2 osoby koszt wynosi, z opłatą klimatyzacyjną, 15,7 euro za dobę. Kemping jest ciekawie położony, widać z niego ośnieżony Mont Blanc, a do centrum na główny deptak mamy 10 minut spacerkiem. Kemping nie jest też duży - zmieści się na nim kilkadziesiąt namiotów. Kiedy zajeżdżamy do niego, wolnych jest tylko parę miejsc. Pośrodku pola biwakowego znajduje się budynek, w którym mieszczą się umywalki, prysznice oraz toalety. Na zewnątrz obok stoi duży stół, a na ścianie jest parę wolnych gniazdek do ładowania komórek i innych elektronicznych gadżetów. To wszystko oczywiście w cenie kempingu. Właściwie jedynym minusem miejsca jest bliskość drogi, po której ciągle jeżdżą samochody i związany z tym hałas dobiegający zza drzew. Poza tym - same plusy. No może minusem jest też niedaleko umiejscowione lądowisko miejscowego helikoptera, ale ląduje on tutaj rzadko i tylko w dzień. W moim przekonaniu stanowi raczej atrakcję. Wszystko jest tu utrzymane w czystości i widać, że właściciel dba o dobre imię interesu. Na kempingu bez problemu można się dogadać po angielsku, co w przypadku Francji wcale nie zawsze jest takie oczywiste, jak i po francusku, co jest oczywiste. My wybieramy opcję nr dwa, bo w drużynie jest świetna lingwistka perfekcyjnie władająca językiem tubylców :-) Tubylców co prawda na kempingu nie ma wielu, za to większość pola jest okupowana przez Anglików - średnio sympatycznych ludzi, którzy nie uznają słów ani dzień dobry z rana, ani do widzenia potem. Ot, ludzie sprawiający wrażenie sąsiadów obojętnych i zainteresowanych wyłącznie własnym towarzystwem. Trochę szkoda, ale z drugiej strony kemping będzie nam służył głównie do spania, dlatego to, jak i dobiegający szum z drogi, raczej nie będzie miał większego znaczenia. Na polu dalej biwakuje też polskie towarzystwo, ale generalnie Polaków podczas wyjazdu za dużo nie spotkamy - a im dalej na południe, tym mniej polskich rejestracji. Sporo jest za to Holendrów.

Mont Blanc z Aiguille du Midi.

      Pod wieczór puste namioty wypełniają się powoli schodzącymi ze szlaków ludźmi. Porozkładane raki, czekany i nierzadko liny od razu zdradzają, kim są ludzie na kempingu. Umordowani, czasami do granic możliwości, ciężko zdejmują sprzęt i rozkładają się z kolacją. Prysznice zaczynają się cieszyć powodzeniem, ale zazwyczaj nie ma potrzeby czekania w kolejce. Problemem może być tylko znalezienie wolnego gniazdka elektrycznego, ale są też dodatkowe obok umywalek, więc można sobie poradzić. Na kempingu nie ma żadnego sklepiku ani baru, jedynie w kanciapie właściciela stoi automat z napojami, ale ponieważ wszędzie jest tu blisko, to nie ma to większego znaczenia. Przy rejestrowaniu pobytu u właściciela warto upomnieć się o darmową kartę gościa (carte d'hote), umożliwi ona nam darmowe przejazdy lokalną komunikacją. Wystarczy na niej wpisać datę, od której jesteśmy zakwaterowani i już można korzystać z miejscowych autobusów.

Chamonix z Aiguille du Midi.

      Zanim przejdę do opisu chamonickich atrakcji muszę podkreślić jedno - w dwa dni w Chamonix można co najwyżej zrobić małe rozeznanie miejsca, a nie nacieszyć się spektakularną siłą Alp. Wykorzystując Multipass (kartę uprawniającą do korzystania z wszystkich kolejek doliny) zobaczymy wiele, jednak nie skoncentrujemy się na essencji tego masywu. Będziemy jak Japończyk w Paryżu, który na podstawie zdjęć zorientuje się w domu co dokładnie widział...

Widok z Aiguille du Midi na lodowiec w dole.

      Największą atrakcję miasteczka stanowi oczywiście Mont Blanc, który można podziwiać wjeżdżając kolejką linową na szczyt Aiguille du Midi (3842 m.n.p.m.), z którego rozpościera się widok na ten niezwykły szczyt. Pomiędzy szczytami jest tylko kilometr różnicy wysokości, więc zapowiada się ciekawie. Do tego kolejka pokonuje prawie 3 kilometry różnicy wysokości pomiędzy Chamonix a szczytem, więc napaleni już z samego rana pędzimy do stacji - z kempingu to też tylko 10 minut piechotą...

Baza namiotowa na tle Mont Blanc.

      Wjazd kolejką linową na Aiguille du Midi, która jest jedną z najwyżej położonych kolejek na świecie, zaczyna się ze stacji położonej w centrum Chamonix. Od samego rana jest tu już niemały tłumek, ale stoimy tylko kilkanaście minut. W kasie kupujemy dwudniową kartę Multipass po 55 euro od osoby + 3 euro jakiegoś francuskiego podatku (jeśli interesuje was dłuższy, ponad 10-cio dniowy pobyt w Chamonix z kartą Multipass, musicie pamiętać, by mieć ze sobą zdjęcie do umieszczenia na karcie.) 55 euro wydaje się dużą kwotą, ale Multipass zwraca się już właściwie pierwszego dnia. My w sumie jechaliśmy 5 kolejkami, więc taki bilet zdecydowanie się opłaca kupić (zwłaszcza, że sam jeden wjazd na Aiguille du Midi kosztuje 41 euro za osobę w obydwie strony!). Bilety, jak to na cywilizowany kraj przystało, można też wcześniej rezerwować na konkretną datę i godzinę przez internet. Myśmy co prawda mieli rezerwację dopiero na wtorek, ale ryzyko zmiany pogody w górach jest duże, więc już w poniedziałek - wykorzystując piękne słońce - zdecydowaliśmy się wjechać. Nie było z tym żadnego problemu, albowiem dokonując rezerwacji przez internet nie trzeba wpłacać zaliczki i miejsce zwyczajnie przepada, kiedy nie zgłosimy się na pół godziny przed odjazdem. Rezerwacja biletu na miejscu na konkretną godzinę kosztuje dodatkowe 2 euro.

Wagonik kolejki... w dole Chamonix.

      Ponieważ, jak już wspomniałem, kolejka oczekujących nie jest duża, załapujemy się już na drugi wagonik. Jeżdżą one co kilkanaście minut i zabierają po kilkadziesiąt osób naraz, więc bardzo szybko wyruszamy. Pierwszy etap podróży kończy się na wysokości 2309 m.n.p.m. - w Plan de l'Aiguille. Tutaj wysiadamy z kolejki i przesiadamy się w kolejną, która już dojeżdża do samego Aiguille du Midi. Na tym etapie można się też nie przesiadać i np. wrócić pieszo szlakiem do Chamonix, my jednak oczywiście kontynuujemy wjazd. W miarę nabierania wysokości szybko ustępują drzewa, potem trawa, a na koniec pojawia się śnieg, dużo śniegu, jeszcze więcej śniegu i w końcu surowo wyglądające z bliska skały. Żarty się skończyły i zaczynamy odczuwać potęgę gór. W tym momencie lepiej jest skupić się na widokach niż np. snuć wizję wagonika, który, akurat pechowo z nami, znalazł się nagle poza ludzką kontrolą... :-)

Panorama ze szczytu.

      Na górze jest rześko, by nie rzec - zimno. Wagonik zatrzymuje się na wysokości 3802 m.n.p.m. Temperatura latem w okolicach zera stopni C. Pierwsze co uderza po opuszczeniu wagonika, to... powietrze, a właściwie już lekko odczuwalną mniejszą ilość tlenu. Od razu nieco ciężej się oddycha - pomimo 2-3 godzin spędzonych na górze, każdy większy wysiłek powodował lekką zadyszkę.

W drodze na...

      Na szczycie znajduje się, a jakże, obowiązkowo, sklep z pamiątkami, kawiarnia, toalety i punkt pocztowy, czyli typowy klasyk. Wewnątrz góry znajduje się też winda, którą możemy wyjechać na iglicę szczytu - to kolejne 40 m. w górę. Wjazd jest płatny 3 euro od osoby, jeśli posiadamy kartę Multipass, nie płacimy nic. A z tarasu na iglicy Aiguille du Midi widok rzeczywiście jest niesamowity. Widzimy rozległą dolinę z Chamonix i przyległymi miejscowościami, rzekę, która jest zasilana spływającą z lodowców wodą, a po drugiej stronie groźnie poszarpane szczyty trzy i czterotysięczników, a także sam Mont Blanc. Szczyt w linii prostej znajduje się około 8 kilometrów od nas, ale tej odległości nie czuć. Przejrzystość powietrza jest znakomita, więc szczyt widzimy jak na dłoni.

... Mont Blanc.
      Pomimo, że mamy koniec lipca, pod nami znajdują się ogromne połacie wiecznych chyba pól lodowo-śniegowych, po uważnym przyjrzeniu się widzimy poruszające się po nich punkciki - to zdobywcy w drodze na dach Europy. Nieco dalej zauważamy porozstawiane w śniegu namioty - to z kolei baza wypoczynkowa przed ostatnim atakiem na ten prawie pięciotysięcznik. Tarasy na Aiguille du Midi umożliwiają podziwianie widoków 360 stopni wokół, więc mija dłuższa chwila, zanim odwiedzimy wszystkie możliwe zakątki. Na górę warto wjechać tylko wtedy, kiedy jest pogoda. Przy chmurach czy mgle wiele stracimy, ponieważ tak wysokie szczyty będą w niej pogrążone. O pogodę więc warto spytać jeszcze na dole - no i oczywiście samemu obserwować ją nad szczytami. To jednak może być zwodnicze, ponieważ z drugiej strony szczytu Aiguille du Midi może być zupełnie inna pogoda, a tego sami nie dostrzeżemy z dołu z Chamonix, dlatego tuż przed zakupem biletów lepiej się upewnić co do warunków panujących na górze. Niemniej przy dobrej pogodzie nie ma się nad czym zastanawiać, widoki wynagrodzą z nawiązką cenę wjazdu. Aiguille du Midi uważam za obowiązkowy punkt odwiedzenia podczas pobytu w Chamonix.

Telekabiny nad lodowcem w kierunku na Helbronner.

      Ze szczytu jest jeszcze jedna kolejka, którą warto się przejechać. Nie obejmuje jej co prawda Multipass i trzeba wykupić na nią dodatkowe bilety (24 euro za osobę w obydwie strony, bilety można też nabyć będąc już na górze; koszt przejazdu w jedną stronę - 18 euro), ale z pewnością warto to zrobić. Wsiadamy do małych wagoników (tzw. telekabin), ruch jest niewielki, więc można nawet być w niej samemu, i przez pół godziny poruszamy się pomiędzy szczytami bezpośrednio nad lodowcem, mając możliwość obejrzenia Alp z innej perspektywy. Kolejka dociera aż na szczyt Helbronner (3466 m.n.p.m.), gdzie możemy wysiąść, przejść się na włoską stronę (granica jest już na stacji) czy też zejść schodkami kilkadziesiąt metrów niżej do lodowca. Wychodzi stąd szlak, przed wyjściem stoją ostrzegające przed zagrożeniami znaki. W momencie kiedy tu docieramy, dwójka wspinaczy wyrusza w dalszą drogę - znikają w chmurze, która akurat spowiła lodowiec, na którym się znajdujemy. Niesamowity widok.

Mer de Glace.

      Powrót następuje tą samą drogą i po pewnym czasie jesteśmy znowu na Aiguille du Midi. Jeszcze parę zdjęć i po wystaniu swojego w kolejce (dłuższej niż na dole!) zjeżdżamy na dół do Plan de l'Aiguille. Jesteśmy znowu na wysokości 2309 m.n.p.m., tym razem jednak nie przesiadamy się do kolejnego wagonika, a postanawiamy rozprostować nieco nogi i wejść na szlak prowadzący do Montenvers (1913 m.n.p.m.). Szlak prowadzi zboczem góry i jest łatwy do przejścia. Wg oznaczeń potrzeba na niego niecałe 2.5h., nam zabrało to prawie 3h., ale robiliśmy po drodze wiele postojów. Idąc po lewej stronie mijamy leżące ponad kilometr w dole Chamonix, a po prawej wznoszące się grubo powyżej 3000 m.n.p.m szczyty. Cały szlak więc można scharakteryzować krótko - malowniczo i przyjemnie. Po drodze zdobywa się szczyt Signal (2198 m.n.p.m.) i tylko przed nim jest kilkunastominutowe bardziej strome podejście, ale dzięki wytyczonej ścieżce także i ono jest łatwe i bezpieczne. Na szlaku jest raczej mało ludzi i większość drogi idzie się w samotności. Oznaczenia szlaku kiepskie.

Wejścia do wydrążonych w lodowcu tuneli.
Po wejściu na szczyt, trzytysięczniki po prawej stronie ustępują miejsca i otwiera się nam wspaniały widok na Mer de Glace - ogromny lodowiec spływający dolinami z gór. Niesamowite wrażenia, kiedy patrzy się na niego na żywo. Choćby tylko dla tego widoku warto tutaj przyjść. Od tego miejsce ścieżka ostro schodzi w dół do samego Montenvers, w którym mamy trzy możliwości - kontynuować zejście szlakiem do Chamonix (drogą z powrotem zboczem góry równolegle do poprzedniego szlaku, tylko tym razem w odwrotnym kierunku i poniżej), zjechać w dół wysokogórskim pociągiem (kolejny raz przyda nam się Multipass, bo bilet kosztuje w obie strony 24 euro, w cenie telekabina i wejście do groty) lub korzystając z faktu bycia w tym miejscu, odwiedzić Grotte de Glace. Grotte de Glace to tunele wydrążone w ogromnym lodowcu poniżej. Smakowity kąsek, więc wybór w tym momencie mamy prosty.
      Lodowiec choć wydaje się być blisko, tak naprawdę leży głęboko w dole. Pół drogi pokonujemy wygodnie telekabiną, a część - chyba zrobionymi na złość turystom - przyczepionymi do zbocza doliny metalowymi schodami o setkach stopni. Zaczynamy się spieszyć, bo pogoda robi psikusa i zbiera się na deszcz, poza tym ostatni zjazd do lodowca jest o 17.30, więc czasu nie zostało za wiele.

Wewnątrz lodowca.
      Tunele są raczej krótkie i nie da się w nich zabłądzić :-) Są kolorowo oświetlone, a obok trwają prace nad ich powiększeniem. Jak to w takich miejscach bywa, rusza mi wyobraźnia i dotykając zimnych, lodowych ścian wyobrażam sobie, że cofam się tysiące lat wstecz. Wpatruję się w przeźroczysty lód i uświadamiam sobie, że obcuję z czymś niezwykłym, coś, co powstało wieki temu... wytężam wzrok szukając zamrożonych w lodzie niezwykłości, ale znajduję tylko... lód. Czas wracać.
      Po całym dniu na nogach wyjście z lodowca schodami do telekabin jest męczące, zwłaszcza, kiedy pada deszcz, ale w końcu pokonujemy te wydające się nie kończyć schody i docieramy do ich końca. Jednym z ostatnich tego dnia wagonikiem linowym pokonujemy resztę drogi do góry i przesiadamy się do małego pociągu (który, nota bene, sam w sobie również jest pewną atrakcją). Po ponad dwudziestu minutach jazdy i pokonaniu prawie 900 metrów różnicy wysokości, lądujemy w Chamonix.

Widok z Les Grands Montets (3295 m.n.p.m.)

      Na Les Grands Montets (3295 m.n.p.m.) można się dostać kolejką z Argentière, położonego 8 km na północ od Chamonix. Z tego miejsca można podziwiać niezwykle imponujący widok na cały masyw. Pierwszy przystanek stanowi Lognan, skąd rozpościera się panoramiczny widok na Alpy francuskie, szwajcarskie i włoskie. Zaś wyżej, punkt widokowy Belvédère pozwala na ujrzenie lodowca Argentière i okalających go szczytów. Z tego miejsca wspinacze robią podejście do zdobycia l'Aiguilles Vertes. Charakter tego miejsca jest bardzo zbliżony do l'Aiguille du Midi - lodowiec, śnieg i niesamowita wysokość. Dlaczego o tym wspominam?

Samotne namioty na tle Chamonix.

Ponieważ jeśli ktoś ma napięty harmonogram podróży, jak my, a był już na l'Aiguille du Midi, powinien zastanowić się czy nie lepiej byłoby poświęcić ten czas na poznanie miejsca o innym, zgoła odmiennym charakterze. Tezę tę potwierdza fakt, że kolejka na Les Grands Montets nie cieszyła się dużym powodzeniem wśród turystów, można nawet powiedzieć, że była opustoszała. Gdybyśmy mieli jednak dużo czasu i ciągle aktywny Multipass, zastanowilibyśmy się, czy nie wybrać się z Lognan na pieszą wędrówkę w jeden z dwóch polecanych kierunków: w stronę Glacier d' Argentière (według przewodników po 40 min. ukarze nam się widok na lodowiec) albo w stronę przeciwną, gdzie ścieżka rozwidla się dając pieszemu wybór przejścia do stacji narciarskiej La Rosière (ścieżką leśną o średniej trudności) lub do małej miejscowości Le Lavancher (ścieżką pośród alpejskich modrzewi o średniej trudności). Cena kolejki na Les Grands Montets bez karty Multipass to 26 euro w obie strony.

Widok na Chamonix z Le Planpraz.

      Na Le Planpraz (2000 m.n.p.m.), miejsce szczególnie lubiane przez paralotniarzy, można bardzo łatwo dostać się dzięki kolejce z centrum Chamonix. Stąd dalej kolejką na szczyt - Le Brévent (2525 m.n.p.m.), z którego doskonale widać cały łańcuch Mont Blanc stanowiący granicę francusko-włosko-szwajcarską. Chciałbym zaakcentować to jeszcze raz - jeśli chcemy zobaczyć Mont Blanc w pełnej krasie, to zdecydowanie warto tutaj wjechać/wejść. Bez karty Multipass wjazd na górę kosztuje ok. 24 euro w obie strony. Le Planpraz jest punktem wyjścia wielu tras pieszych, będących częścią Rezerwatu naturalnego des Aiguilles. Wyróżnia się tu trzy główne trasy trekkingowe o średniej trudności. Pierwsza do jeziora Brévent (wydaje mi się, że z samego szczytu le Brévent da się zejść do jeziora, choć nie jestem pewien na 100%), druga do jeziora Cornu i trzecia do La Flégère. Jest jeszcze czwarta możliwość - zejście ścieżką z Planpraz do Chamonix. Z perspektywy czasu uważam, że warto byłoby wybrać się przynajmniej tą ostatnią z opisanych i żałuję, że tego nie zrobiliśmy.

Mont Blanc z Le Planpraz.

      Z miejscowości Praz, ok. 2 km od Chamonix, kursuje kolejka na La Flégère (1877 m.n.p.m.), skąd można przesiąść się na drugą kolejkę na l'Index (2396 m.n.p.m.). Koszt wjazdu na tej trasie bez karty Multipass to 22 euro. Wjeżdźając w samo serce Rezerwatu naturalnego des Aiguilles można usłyszeć, a nawet zobaczyć świstaki! Podróż na samą górę odsłania też przepiękny widok na la Mer de Glace i dorzecze Argentière. Jest to najbardziej oblegane, zaraz po Aiguille du Midi, miejsce przez turystów. Nie dziwi to zwłaszcza, że widać stąd także oddalony szczyt Mont Blanc.

Autor na rozstaju szlaków.

Z samego L'Index planowaliśmy także wyruszyć w pieszą wycieczkę do jeziora Blanc, stanowiącą ponoć jedną z podstawowych tras doliny Chamonix i dalej pieszo do parkingu w Praz. Niestety było już zbyt późno byśmy mogli się w nią udać. Żałując, że nie poczekaliśmy tego dnia rano w bardzo długiej kolejce do kas i nie zaczęliśmy od tego miejsca zamiast jechać do Les Grands Montets, żegnaliśmy się z Alpami. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło - dzięki temu mamy powód aby jeszcze raz przyjechać do Chamonix - tym razem jednak zdecydowanie na dłużej, z większą ilością trekkingu i szlaków. Warto!

Panorama z La Flegere-L'Index (2396 m.n.p.m.) w kierunku na Mer de Glace i Montenvers. Po prawej stronie Chamonix i królujący nad miastem Mont Blanc.


Wróć Dalej